- 8.10.2005 -
Po pierwsze: teledysk (Sacrifice) ma się stosunkowo dobrze, a konkretniej - cały czas nad nim
myślę.
Po drugie: zaczęłam studia. Omg. Ludzie, dobra rada: jeżeli nie jesteście przekonani, że chcecie iść na polonistykę, nie idźcie na nią! Ja byłam i nadal jestem przekonana, że pasuję tylko tutaj, ale parę osób, które po prostu złożyło papiery, po czterech dniach wysiada psychicznie. A piszę o tym dlatego, że czasu to dużo nie będę miała... chyba że kosztem nauki.
Po trzecie: zmobilizowałam się i napisałam do dziewczyny, która na forum Dreaming Moon ogłaszała się, że ma do sprzedania Sera Myu z napisami. Dzisiaj je odebrałam. Jest ich DUŻO. Wprawdzie komputer za nimi nie przepada i strasznie się wiesza, ale poszliśmy na kompromis: ja zrobię porządek na dysku, a on grzecznie odtworzy pliki.
Na widok Sanae Kimury (podobno w Polsce należy pisać najpierw imię, a potem nazwisko, nawet japońskie, więc postaram się być konsekwentna) śpiewającej coś w S, autentycznie osunęłam się na podłogę. Zero charakteru, ZERO. Co w przypadku Haruki jest wyjątkowo rażące. Ale wygląda na to, że potem się rozkręciła. Mam z Harsh Domain klip, w którym Kimura + jej partnerka atakują Galaxię i umierają, a ubrane zwyczajnie aktorki oglądają scenę i komentują, po czym do studia przychodzą Nao Takagi ze swoją partnerką, ubrane w mundurki wojowniczek. Do tej pory sądziłam, że w pokazanym fragmencie musicalu również występuje Nao. Dzisiaj byłam tego wręcz pewna - oceniałam po jakości: no tak, Kimura jest koszmarna, więc w tej dobrej scenie musiała grać Nao - a potem znalazłam klip na dysku, włączyłam i przeżyłam lekki szok.
Po czwarte: ponieważ nie mam czasu, prześladuje mnie fanfict. Od dzisiaj. I w sumie chciałabym go napisać...